09/08/2026

"Open Heaven" Seana Hewitta

W "Open Heaven" Seán Hewitt przygląda się młodzieńczemu zauroczeniu — uczuciu, które potrafi zawładnąć wyobraźnią, choć niekoniecznie prowadzi do wzajemności czy związku. Dorosły James wraca do rodzinnej wsi i odwiedza farmę, na której przed laty mieszkał Luke. Powrót wywołuje wspomnienia: James ma szesnaście lat, a przystojny chłopak, który z powodu trudnej sytuacji rodzinnej trafia pod opiekę wuja, staje się przedmiotem jego fascynacji.

Najciekawsza jest w tej powieści skromność samej historii. Hewitt nie potrzebuje rozbudowanej intrygi: wystarczają mu oczekiwanie na spotkanie i możliwości dopowiadane w myślach. To opowieść o zauroczeniu, któremu nie trzeba przypisywać wielkiej rangi, odwzajemnionej miłości ani wydarzenia na zawsze odmieniającego życie. W takim ujęciu kryje się trafna obserwacja dojrzewania. Emocjonalna intensywność nie musi przecież odpowiadać wadze zdarzeń; czasem najwięcej przeżywa się właśnie wtedy, gdy z zewnątrz niemal nic się nie dzieje.

Ta oszczędność fabularna stawia jednak wysokie wymagania prozie. Skoro ciężar opowieści spoczywa na doświadczeniu wewnętrznym, język powinien wydobywać jego odcienie, sprzeczności i przemilczenia. Tymczasem Hewitt zbyt często poprzestaje na relacjonowaniu. Kolejne wydarzenia zostają odnotowane i nie zawsze zyskują dostateczną głębię. W niektórych partiach tekst sprawia wrażenie sprawozdania z przeszłości, któremu zabrakło dalszego literackiego opracowania. Fascynacja Jamesa pozostaje zrozumiała, ale nie wszędzie udziela się czytelnikowi z podobną siłą.

Wątpliwości budzi także sposób przedstawienia jego osamotnienia. Narrator podkreśla brak bliskich relacji w szkole i przekonuje, że nie miał z kim rozmawiać. Później okazuje się jednak, że otaczały go dziewczęta gotowe powierzać mu wszelkie sekrety. Oczywiście cudze zaufanie nie musi oznaczać poczucia bliskości, a rola powiernika może wręcz pogłębiać samotność kogoś, kto sam nie potrafi się odsłonić. Powieść nie rozwija jednak tego napięcia na tyle przekonująco, by rozbieżność stała się istotnym elementem portretu Jamesa. Pozostaje raczej niejasnością, która osłabia spójność narracji.

Można się również zastanawiać, w jakim stopniu powodzenie książki wiąże się z zapotrzebowaniem na podobne historie. Opowieści o więzi między dorastającymi chłopcami, o pragnieniu i miłości rozgrywającej się przede wszystkim w wyobraźni wciąż wydają się zbyt słabo reprezentowane. Hewitt podejmuje więc temat, który ma szansę trafić do czytelników czekających na rozpoznanie własnych doświadczeń. Sama ważność tematu nie przesądza jednak o literackiej trwałości utworu. "Open Heaven" nie przekonuje, że za dwadzieścia lat będzie powieścią, do której nadal będziemy wracać.

Mimo tych zastrzeżeń jest to lektura przyjemna, odpowiednia na letnie popołudnie czy kilka godzin spędzonych na plaży. Cieszę się, że ją przeczytałem, choć daleko mi do uznania jej za arcydzieło. Hewitt potrafi dostrzec interesujący temat w doświadczeniu pozornie błahym, ale nie zawsze znajduje dla niego dostatecznie wyrazistą formę. W tej powieści widać potencjał autora. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych książkach nada mu pełniejszy literacki kształt.