3 December 2017

Moja recenzja „Króla” Szczepana Twardocha

WERSJA POLSKASzczepan Twardoch (ur. 1979) to jeden z najpoczytniejszych i najbardziej docenianych polskich powieściopisarzy młodego pokolenia. Poza wieloma stylistyczno-tematycznymi zaletami, jego proza zasługuje na naszą uwagę ze względu na potrzebę zwalczania szeroko rozpowszechnionego stereotypu Polski jako kraju jednoreligijny, zamieszkałego przez ludzi o tym samym pochodzeniu etnicznokulturowym. Twardoch, który w wielu wywiadach określa się jako Ślązak, podkreśla różnorodność Polaków, dalekich od bycia homogenicznym narodem prawicowych katolików, dzielących to samo pochodzenie i system aksjomatyczny. Kwestia ta stanowi serce ostatnich trzech Twardochowych powieści (“Morfina”, “Drach” i “Król”), serce, które pompuje życie do każdej komórki świata przedstawionego i formuje egzystencję głównych bohaterów, często borykających się z własną tożsamością narodową.

Szczepan_Twardoch,_Festival_of_Comics_in_Łódź_2012

Usytuowana w pierwszych dniach II wojny światowej, “Morfina” (2012) jest doskonałym przykładem tej problematyki. Powieść ukazuje historię Konstantego, niemiecko-polsko-śląskiego mieszkańca oblężonej Warszawy, osaczonej przez nową rzeczywistość polityczną. Pod naciskiem swoich bliskich, ze względu na obecną sytuację musi on wybrać między dwoma stronami konfliktu, porzucić swoje niedojrzałe zachowanie, a najlepiej, zgodnie z wola jego żony, zostać wojennym bohaterem.

Wydany w 2014, “Drach” snuje opowieść o perypetiach śląskiej rodziny, której los zdeterminowany zostanie przez zmienność historii. W następstwie nowego podziału mapy Europy po I wojnie światowej, stają się oni bowiem Polakami nie przez ich własny wybór czy głębokie przekonanie, lecz przez zwykły przypadek historyczny. Napisana w języku polskim, książka ta zawiera liczne fragmenty po niemiecku i śląsku. Ten językowy galimatias odzwierciedla kwintesencję miejscowej ludności rozdartej miedzy trzema współistniejącymi kulturami, co paradoksalnie zbudowało ich niepowtarzalną tożsamość – zdaje się, że być Ślązakiem na początku XX wieku oznaczało mieć coś w sobie z Polaka i z Niemca.

W najnowszej powieści Twardocha “Król” (2016) udajemy się z autorem w czasoprzestrzenną podróż do przedwojennej Warszawy bogatej w wielokulturowe tło, której specyfikę, kolory, dzięki i zapachy pisarz stara się, może nieco zbyt uparcie, oddać w swojej prozie. “Król” opowiada historię żydowskiego boksera Jakuba, znanego z porywczego temperamentu, uwielbienia do kobiet i nieustraszonych poczynań. Podobnie jak w poprzednich powieściach Twardocha, główny bohater jest przedstawicielem mniejszości etnicznoreligijnej. Ta tematyczna specyficzność umożliwia autorowi wskrzeszenie mikrokosmosu tej części populacji, tragicznie zaginionej w wyniku Holokaustu. Ponieważ żydowska diaspora, niegdyś integralna część polskiego społeczeństwa, wciąż wydaje się być niedostatecznie opisana w lokalnej fikcji, podjęcie się tego tematu jest niewątpliwie godne pochwały.

Warto także wspomnieć o innej znaczącej zalecie książki: powieściopisarz otwarcie porusza kwestię polskiego antysemityzmu w latach trzydziestych (kwestia często przemilczana w Polsce). Twardoch pisze o podziałach między obiema społecznościami i niebezpiecznie rosnącej marginalizacji Żydów. Opowiada o codziennych zmaganiach tej mniejszości nieustannie borykającej się z wrogością Polaków. Wspomina o ostracyzmie żydowskich studentów uniwersyteckich zmuszonych do siedzenia w wyznaczonych miejscach, tzw. “gettach ławkowych”. Powinniśmy z pewnością docenić ten aspekt powieści, zwłaszcza w cieniu ostatnich prób władz polskich, otwarcie negujących haniebne karty narodowej historii.

Jest jednak nie sposób nie zauważyć kilku ewidentnych niedociągnięć powieści. Po pierwsze styl Twardocha pozostawia wiele do życzenia: nie polecałbym “Króla” miłośnikom języka pełnego bogatych metafor, wyszukanym epitetów czy subtelnych aluzji. Najprawdopodobniej będziecie także zawiedzeni “Królem”, jeśli przywiązujecie wagę do dobrze skonstruowanej fabuły. Mimo że podziwiam zdolność Twardocha do pisania zapierających dech w piersiach zakończeń, trzeba przyznać, że jego technika narracyjna zdaje się czasem zbyt prosta, przewidywalna, banalna. Nie oczekujcie poza tym subtelnej ironii, humor powieściopisarza jest dość bowiem stereotypowy, czasem nawet grubiański.

Szczepan Twardoch ma bezsprzecznie wielki potencjał, by pozostawić stały ślad w historii polskiej literatury. Jego pomysły są często oryginalne i urzekające: narracja “Morfiny” prowadzona jest przez tytułowy lek stosowany do redukcji bólu fizycznego, “Drach” przez ziemię zamieszkiwaną przez Ślązaków, tożsamość narratora “Króla” ujawniona zostaje dopiero przy końcu książki. Twardoch musi jednak poświęcić więcej uwagi jakości swojego warsztatu od pierwszego do ostatniego zdania książki, a przede wszystkim unikać łatwych, hollywoodzkich rozwiązań, nawet za cenę niezadowolenia mniej wymagających czytelników, a co za tym idzie sprzedaży mniejszej liczby książek.

Text: Pawel Hladki

 

 

Advertisements
14 November 2017

My review of “Król” by Szczepan Twardoch

imagesBorn in 1979, Szczepan Twardoch is one of the most read and appreciated Polish novelists of the young generation. Beyond many stylistic and thematic qualities, his fiction deserves our attention because of the need to combat the widespread stereotype of Poland as a mono-religious country populated with people from the same ethnical and cultural background. Twardoch, who in numerous interviews identifies himself as a Silesian[1], insists on the diversity of Poles, as opposed to being a homogeneous nation of right-thinking Catholic sharing the same origin and axiomatic system. This question constitutes the heart of Twardoch’s last three novels (“Morfina”, “Drach”, “Król”), the heart that pumps life to every single cell of his fictional world and shapes the existence of the main characters, often struggling with their national identity.

Situated in the first days of WWII, “Morfina” (2012) presents a perfect example of this problem. The novel narrates a story of Konstanty, a German-Polish-Silesian inhabitant of besieged Warsaw beset by the new political reality. Under pressure of his relatives and the current situation, he needs to choose between two parts of the conflict, to give up his immature conduct and, as his wife wishes, to become a war hero.

Published in 2014, “Drach” is about members of a Silesian family whose destiny will be determined by the vicissitudes of history. In the aftermath of the post-WWI division of Europe, they will, indeed, become Poles rather by a historical accident than their own choice or a deep conviction. Written in Polish, the book contains numerous passages in German and Silesian. This linguistic hotchpotch embodies the quintessence of the local people torn between three coexisting cultures, which, paradoxically, has built their unique identity: curiously, it seems that being Silesian in the early 20th century meant having elements of both Polish and a German identity.

In Twardoch’s newest novel “Król” [The King] (2016), we travel with the author, in space and time, to pre-war Warsaw rich in its multicultural backdrop that the specificity, the colours, the sounds and the smells the writer tries, albeit a little bit too persistently, to render throughout the pages of the book. “Król” narrates a story of a Jewish boxer Jakub known for his short temper, love for women and fearless acts of valour. Just like in Twardoch’s previous novels, the main character represents an ethnic and religious minority. This thematic specificity enables the author to resurrect the microcosm of this group, which tragically disappeared as a result of the Holocaust. Because the Jewish diaspora, formerly an integral part of Polish society, still seems to be underrepresented in local fiction, Szczepan Twardoch’s endeavour to discuss this topic is, undoubtedly, praiseworthy.

Twardoch_Krol_m

Another substantial quality of the book is surely worth mentioning: the novelist openly raises the issue of the Polish anti-Semitism in the 1930s (a matter often passed over in silence in Poland). He writes about the division between the two communities and the dangerously growing marginalisation of the Jews. He narrates the everyday struggles of this minority constantly subjected to the hostility of the Poles. He evokes the ostracism of the Jewish university students forced to sit in designated places aka “the ghetto benches”. We should certainly point out this aspect of the novel, especially in the shadow of the recent attempts of the Polish authorities to erase the shameful pages of the national history.

It is however impossible not to notice some conspicuous weaknesses of the novel. Firsly, Twardoch’s style leaves a lot to be desired: it is in vain to read “Król”, if you are a lover of literary language full of rich metaphors, sophisticated epithets or subtle allusions. You might be disappointed as well if you like well-structured stories. Even though I admire Twardoch’s capacity to write breath-taking ends, his narrative technique may sometimes seem simplistic, predictable and corny. Finally, you should not expect exquisite irony, the novelist’s humour being quite stereotypical and crude.

Szczepan Twardoch has certainly a great potential to leave a permanent trace in the history of Polish literature. His ideas are often original and captivating: the novel “Morfina” is, in fact, narrated by the eponymous drug used for reducing pain, “Drach” by the land inhabited by the Silesian, the identity of the narrator in Krol is only revealed in the last part of the book. He needs, though, to concentrate more on the quality of his fiction from the first to the last page and avoid easy, Hollywood-like solutions even at the price of displeasing less-demanding readers and, thereupon, selling less books.

Text: Pawel Hladki

[1] Silesians: West Slavic inhabitants of Silesia.

21 August 2017

La ficiton d’Ian McIwan

PH_flagi-01

Né en 1948, Ian McEwan est l’un des auteurs les plus lus et les plus primés de la littérature anglaise extrême-contemporaine. Ses romans, qui dans nombre de cas sont devenus des bestsellers mondiaux, ont reçu des critiques élogieuses, remportant plusieurs distinctions littéraires importantes, en particulier le prix Booker (1998). Ce succès critique et commercial, McEwan le doit sûrement à son approche d’écriture, une sorte de recette bien connue de plusieurs auteurs présents et passés attentifs à leur style, désireux de raconter des histoires intrigantes. Ce principe l’a guidé dès le début, quand, jeune homme, il a compris, grâce à ”Rocher de Brighton” de Graham Green, qu’”un roman sérieux pourrait en même temps être un roman passionnant”. C’est sans doute cette singularité de la fiction de McEwan qui m’a séduit moi-même. Dans cet article, je présenterai brièvement deux romans de cet auteur – ”Délire d’amour“ [Enduring Love] et ”Amsterdam” – qui m’ont rendu admirateur de sa technique d’écriture, m’ont encouragé à suivre sa carrière littéraire et à lire dans un proche avenir, ses autres ouvrages.

ob_be06ee_delire-d-amourPublié en 1997, “Délire d’amour” raconte l’histoire de Joe Rose, un journaliste scientifique d’âge moyen, qui doit faire face à une situation peu commune. Au cours d’événements inhabituels, il rencontre un certain jeune homme, appelé Jed Parry, souffrant du syndrome de Clérambault. Ce trouble mental rare consiste à se croire l’objet d’un désir amoureux, même si les gens qui vous entourent tentent de vous persuader du contraire. Malgré les affirmations constantes de Joe, Parry est en effet intimement convaincu de la passion inconsciente du journaliste. Ce problème apparemment irréaliste et trop sophistiqué permet à McEwan de créer une histoire passionnante riche en portraits psychologiques de personnages qui ressentent ou “endurent” l’amour. L’auteur joue habilement avec “l’horizon d’attente” des lecteurs incapables, jusqu’aux dernières pages du livre, de percevoir la vérité, de deviner si les sentiments de Joe sont réels ou imaginaires.

Lauréat du prix Booker, le roman ”Amsterdam” (1998) est une histoire non moins surprenante. Elle commence par l’enterrement d’une artiste énigmatique, Molly Lane, qui a eu une existence amoureuse mouvementée. C’est l’occasion de rassembler autour de son mari ses trois grands amants : un éditeur de journal, Vernon Halliday, un compositeur, Clive Linley, et le ministre britannique des Affaires étrangères, susceptible de devenir bientôt premier ministre, Julian Garmony. L’esprit de Molly restera longtemps parmi les quatre hommes, puisqu’elle laisse certaines traces de son passé trouble. Le mari de la défunte, George, découvre ainsi des photos compromettantes de Julian Garmony actuellement en course pour la direction d’un parti ultra-conservateur. Il décide de communiquer ces documents au journaliste Vernon. Ce dernier doit décider s’il les publiera et, par la même, ruinera la réputation de Garmony, portera atteinte à sa vie de famille et mettra un terme à une carrière politique très prometteuse ou, tout simplement, s’il n’en fera rien. Afin de prendre une décision, il consulte Clive. Les trois ex-amants sont ainsi impliqués dans cette affaire. McEwan régale à nouveau ses lecteurs avec une histoire bien écrite, riche en personnages hauts en couleur et une fin inattendue. Il fonde son intrigue sur la question du choix, qui, de l’Antiquité à nos jours, a continuellement inspiré les écrivains. Quelle que soit la décision de Vernon, le résultat ne pourra effectivement pas le satisfaire : soit il ruinera l’avenir d’un homme soit il laissera son pays gouverner par les ultra-conservateurs. Un mauvais choix pourrait en outre nuire à Vernon lui-même.

Il ne me reste qu’à vous encourager à lire “Délire d’amour », “Amsterdam“ et d’autres romans d’Ian McEwan, à approfondir sa fiction et à découvrir ce remarquable écrivain contemporain anglais.

Text: Pawel Hladki

14 February 2017

Ian McEwan’s fiction

imagesIan McEwan (born in 1948) is one of the most rewarded and widely read contemporary English writers of 21st century. His novels, which in many cases have become worldwide bestsellers, have received critical acclaim and won a number of important literary accolades including the Man Booker Prize (1998). McEwan assuredly owes his critical and commercial success to his writing approach – a sort of creative recipe well known to many present and past authors attentive to their literary style, desirous to create an intriguing plot. This principle has guided him from the beginning, when, as a young man, he understood, thanks to Brighton Rock by Graham Green, that ‘a serious novel could be an exciting novel’. It is arguably this singularity of McEwan’s fiction that entranced me. In this article I will briefly present two novels by this author – Enduring Love and Amsterdam – which made me a great admirer of his writing technique, encouraged me to follow his literary career and, what is more, to read, in the near future, his remaining novels.

telechargerPublished in 1997, Enduring Love is a story of Joe Rose, a middle-aged science journalist, who has to face a rather uncommon predicament. In an unusual course of events, he meets a certain young man, called Jed Parry, suffering from de Clerambault’s syndrome. This rare mental disorder makes the afflicted persons deeply believe that someone is infatuated with them, no matter how hard the people around them try to persuade them that they are living in a disillusion. Despite Joe’s constant assertions, Parry is indeed intimately convinced of the unconscious infatuation of the journalist. This apparently unrealistic and oversophisticated problem allows McEwan to create a compelling story rich in psychological portraits of the characters that feel or endure love. The author deftly plays with the ‘horizon of expectations’ of the readers unable, until the last pages of the book, to perceive the truth, to fathom if Joe’s feelings are real or false.

The Man Booker Prize winning novel Amsterdam (1998) has a no less surprising and breathtaking plot. It starts with a funeral of an enigmatic artist, Molly Lane, who, throughout her life, had numerous romances. This sad event draws in fact her great lovers: a newspaper editor, Vernon Halliday, a music composer, Clive Linley, and the British Foreign Secretary, likely to soon become the Prime Minister, Julian Garmony. The spirit of the deceased Molly will long remain among the three men, since she leaves certain disturbing traces of her troubled past. The deceased woman’s husband, George, discovers some photos, which show a disparaging image of Julian Garmony currently in the race for the leadership of an ultra-conservative party. The widower decides to give these controversial proofs to Vernon. The latter has to choose whether to publish them and destroy Garmony’s reputation, family life and a very promising political career or to simply ignore them. To make the final decision, he consults Clive. The three ex-lovers are thus involved in this affair. McEwan serves once again his readers a well-written story replete with remarkable characters and an unexpected end. He bases his plot on the question of choice, which, from antiquity to the present day, has continuously inspired the writers. Whatever Vernon decides, the outcome will not be entirely satisfying: he has to choose whether to ruin one man’s future or to let his country be governed by the ultra-conservatives. This choice renders to be even more important as a bad decision could possibly destroy Vernon’s life as well.

It only remains for me to encourage you to read Enduring love, Amsterdam or any other of Ian McEwan’s novels, to delve into his fiction and to discover this noteworthy English contemporary writer.

Text: Pawel Hladki

5 October 2016

“Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha : miłość, alkohol i literatura

JeWersja polskarzy Pilch (ur. 1952) zalicza się niewątpliwie do najważniejszych autorów najnowszej literatury polskiej. Mimo to jedynym jego tekstem dostępnym w języku francuskim jest powieść zatytułowana Pod Mocnym Aniołem.

l_jerzypilch1

Pilch zadebiutował w 1988 zbiorem opowiadań p.t. Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej, wydanym w Londynie dzięki legendarnej autorce tekstów piosenek, Agnieszce Osieckiej, która zdołała przemycić przez granicę Pilchowski manuskrypt do Anglii.  Wyróżnione Nagrodą Fundacji im. Kościelskich, dzieło to przyniosło Pilchowi sławę głównie w środowisku literackim.

Pisarz uzyskał następnie szerszą popularność wraz z publikacją Spisu cudzołożnic (1993) i kolejnych znaczących tekstów – Innych rozkoszy (1995), Monologu z lisiej jamy (1996) i Tysiącu spokojnych miast (1997) – które stanowią prawdziwe perły postransformacyjnej literatury polskiej. Powodzenie Pilchowskiej prozy zostało w końcu zwieńczone najbardziej prestiżową nagrodą literacką w Polsce – nagrodą NIKE – którą autor otrzymał w 2001 za Pod Mocnym Aniołem.

Powieść ta jest reprezentatywna dla całego dzieła Jerzego Pilcha : motywy obecne w tym tekście – miłość, alkohol, literatura – przenikają całokształt twórczości poczytnego powieściopisarza.

Bohater Pod Mocnym Aniołem, Jaruś, jest pijakiem nękanym coraz bardziej nieznośnym uzależnieniem alkoholowym. Właściwie odizolowany od reszty społeczeństwa, wiedzie on samotnicze życie odmierzane regularnymi wyjściami do sklepu monopolowego. Juruś pije zresztą nie bez żalu, że trwoni pokaźne kwoty, które mógłby wydać na zakup produktów pierwszej potrzeby takich jak choćby pralka do prania (p. 68).

Od czasu do czasu usiłuje on wyrwać się ze szponów nałogu. W tym celu ucieka się do instytucji o jakże poetyckiej nazwie „oddział deliryków”. Pobyt na tym oddziale staje się okazją do sportretowania kondycji osób niezdolnych poradzić sobie z problemami egzystencjalnymi nie zatapiając swoich obaw w alkoholu. W galerii postaci przedstawionych przez narratora odnajdujemy Królową Kentu, Kolumba Odkrywcę czy Don Juana. Ich losy tyleż samo śmieszą nas, co wzruszają – jesteśmy rozbawieni ich perypetiami i jednocześnie skłonni do współczucia, tak bardzo słodkogorzkie historie tych papierowych stworzeń budzą w nas sprzeczne uczucia.

Pod Mocnym Aniołem jest przede wszystkim dziennikiem osobistych zmagań z alkoholizmem, nałogiem, który jawi się niczym dziedziczny defekt przekazywany w rodzinie bohatera z pokolenia na pokolenie. Pilch opowiada historie swojej postaci, jego życiowych doświadczeń i na pierwszy rzut oka z góry przegranej walki z nałogiem poprzez tematyczna triadę (alkohol, miłość, literatura), która od zawsze inspirowała jego twórczość, proponując przy tym oryginalną konfigurację tych trzech tematów. Alkoholizm, który jawi się początkowo Jurusiowi jako niewinna metoda eskapistyczna przekształca się bowiem stopniowo w niszcząca siłę. Jest on w Pod Mocnym Aniołem czarną dziurą, która z każdym dniem wchłania coraz bardziej bohatera i zapowiada jego nieuchronną zgubę. Jedynie dwa możliwe antidota byłyby w stanie wyrwać go z tej coraz to głębszej przepaści : miłość i literatura. Ale czy okażą się one wystarczająco skuteczne, by wyzwolić go z tego niemalże zakorzenionego w genach nałogu?

25 July 2016

“Sous l’aile d’un ange” de Jerzy Pilch : amour, alcool et littérature

PH_flagi-01Né en 1952, Jerzy Pilch compte parmi les romanciers les plus importants de la littérature polonaise extrême-contemporaine. Toutefois Sous l’aile d’un ange (2000) constitue son seul texte disponible dans la version française.

Pilch fait ses débuts littéraires en 1988 avec un recueil de récits intitulé Confessions d’un auteur de la littérature clandestine érotique (Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej) paru à Londres grâce à l’auteure légendaire de textes de chansons, Agnieszka Osiecka, qui introduit le manuscrit pilchien en Angleterre sous le manteau. Récompensé par le Prix littéraire de la fondation Kościelski, cet ouvrage fait surtout connaître Jerzy Pilch dans le milieu littéraire.

L’écrivain gagne considérablement en popularité avec la parution du Registre des femmes adultères (1993) et d’autres textes remarquables – Autres voluptés (1995), Monologue dans une tanière de renard (1996) et Mille villes tranquilles (1997) – qui sont de véritables bijoux de la fiction polonaise d’après la transformation politique de 1989. La notoriété de Pilch est enfin couronnée par l’obtention du prix littéraire le plus prestigieux en Pologne, le prix NIKE, qu’il reçoit en 2001 pour Sous l’aile d’un ange. Ce roman est représentatif de toute l’œuvre pilchienne : les motifs présents dans ce texte – l’amour, l’alcool et la littérature – alimentent l’ensemble de la création du célèbre romancier.

Prénommé Juruś (diminutif de Jerzy), le personnage principal de Sous l’aile d’un ange est un ivrogne rongé par sa dépendance de plus en plus insupportable. Quasiment reclus de la société, il se résigne à une vie solitaire rythmée des seules sorties régulières qui lui sont nécessaires pour s’approvisionner en alcool. Et il boit tout en regrettant de gaspiller des sommes considérables qui lui seraient utiles pour l’achat de produits de première nécessité, tels qu’une machine à laver (p. 68).

Ça et là, Juruś tente de s’arracher des griffes de la l’alcool. Dans ce but, il recourt à une institution poétiquement appelée « le service des éthylos lyriques ». Le séjour au sein de cet organisme hospitalier est l’occasion de portraiturer la condition d’individus incapables de faire face aux difficultés de l’existence sans noyer leurs craintes dans l’alcool. Dans la galerie de personnages dépeints par le narrateur, on trouve entre autres La Reine du Kent, Christophe Colomb le Découvreur ou encore Don Juan. Leurs destins nous font autant rire qu’ils nous émeuvent : on est amusé par leurs péripéties et en même temps portés à la compassion, tant leurs histoires douces-amères suscitent de sentiments contradictoires.

Sous l’aile d’un ange est avant tout un journal du combat personnel contre l’alcoolisme, cette dépendance, qui, tel une tare héréditaire, se transmet dans la famille du narrateur de génération en génération. Pilch choisit de raconter l’histoire de son personnage, les aléas de sa vie, ses combats, au premier abord perdus d’avance, par le biais de la triade thématique (alcool, amour, littérature) qui l’inspire depuis toujours, tout en proposant une configuration originale de ces trois sujets. Car l’alcool que Juruś perçoit initialement comme une méthode d’escapisme innocente, se transforme en une puissance destructrice. Il s’apparente dans Sous l’aile un ange à un trou noir qui engloutit progressivement le héros et qui annonce sa déchéance imminente. Seuls deux moyens antidotiques seraient capables de l’arracher à ce gouffre de plus en plus profond : la littérature et l’amour. Mais suffiront-ils pour s’extirper de cette dépendance quasiment enracinée dans les gènes ?

 

27 February 2014

“Ukształtowanie ostatniego brzegu” czyli niepoetyckość poezji Michela Houellebecqa

Wersja polskaWiosna zeszłego roku przyniosła podwójny powrót w życiu, jednego z najbardziej znanych powieściopisarzy współczesnych, Michela Houellebecqa. Po wielu latach spędzonych za granicą, autor Cząstek elementarnych – na wzór swojego awatara z powieści uhonorowanej nagrodą Goncourt (za Mapę i terytorium) – opuścił południowo-wschodnie wybrzeże Irlandii, by na nowo zamieszkać we Francji. Znany przede wszystkim dzięki twórczości prozatorskiej, Houellebecq powrócił ponadto do poezji – gatunku, który zaniedbywał on nieco ostatnimi czasy. Zatytułowany Configuration du dernier rivage (Ukształtowanie ostatniego brzegu), pierwszy od wielu lat tomik wierszy Houellebecqa, ukazał się w kwietniu 2013 r. nakładem wydawnictwa Flammarion.

asabolt_houllebecq_m

Ta, złożona z pięciu części o bardzo Houellebecqowkich tytułach (szara przestrzeń, długi weekend w szóstej strefie, pamięć kutasa, bliskość próżni, wyżyna), publikacja porusza tematy od zawsze nękające twórczość literacką pisarza:  miłość fizyczna, samotność, postępująca i nieodwracalna degradacja ludzkiego ciała oraz śmierć. Na wzór powieści autora, “Ukształtowanie ostatniego brzegu“ przedstawia zasmucający obraz społeczeństwa indywidualistycznego, „tego supermarketu ciał, gdzie umysł jest na sprzedaż”, w którym „mało jest tych co kochają i jeszcze mniej tych, którzy się oddają”, w którym „nie mamy tak naprawdę wrażenia bycia ludźmi”. Powracają inne, drogie twórczości MH motywy. Wśród nich, skrajna prostota płci męskiej oddana w wierszu o niemalże pornograficznej tonacji: „Mężczyźni chcą jedynie, żeby ssano im chuja/ Tyle godzin dziennie, co możliwe/ Przez tyle ładnych dziewczyn co możliwe.//Poza tym interesują się techniką.”  Nieznośne uczucie pustki typowe dla społeczeństw post-rewolucyjno-obyczajowych: „Adam bez Ewy/Znaczy niewiele/Westchnął Adam, oglądając na TF1 program erotyczny /Powinien był się ożenić, mieć dziecko albo coś; Psy są co prawda miłe, ale pies pozostaje psem.” A także lejtmotyw Houellebecqowskiej twórczości – zatrważający los gatunku ludzkiego nieodwracalnie skazanego na śmierć : „Przez jakiś czas jeszcze żył będę, w towarzystwie mojego psa/ I systematycznym wzmaganiu się cierpienia/ W tych latach poprzedzających moją śmierć.”

Pokrewieństwo z prozą przejawia się także na poziomie stylistycznym. Rzadkie są bowiem fragmenty naznaczone liryzmem czystym. Nawet jeśli „Baudelaire supermarketu” nie unika intymnych wyznań, posługuje się on jednakże niezmiennie językiem codziennym, praktycznie pozbawionym wyszukanych zwrotów. Uwadze czytelnika nie umknie też obecność marek handlowych. Daleki od ignorowania rzeczywistość konsumpcyjnej, Houelleebecq nie waha się bowiem wykorzystywać nazw komercyjnych – takich jak Betadine Scrub, Halcion ou Volvic – celem oddania banalności dnia codziennego.  Inne elementy stylistyczne podkreślają zwątpienie w możliwość tworzenia poezji lirycznej. Twórca nie tylko ucieka się do wiersza białego; jego strofy rymowane – w których „Calliphora” [marka produktu] zestawiona jest z „pas” [nie], „filles” [dziewczyny] z « brillent » [blyszczec] et „skaï” [skaj] z „Kookaï”  –  charakteryzują się mało subtelną a wręcz banalną techniką. „Ukształtowanie ostatniego brzegu” powątpiewa wreszcie w wartość języka francuskiego, biorąc pod uwagę fakt, że tu i tam słowa, wersy, a nawet całe zwrotki napisane są w języku angielskim. Co jest przyczyną tej osobliwej stylistyki?

Zdaje się, że niepoetyckość Houellebecqowskiej poezji jest znakiem naszej epoki, w której aspekt pragmatyczny zawładnął wymiarem estetycznym tak bardzo, że tworzenie poezji w dawnym tego słowa znaczeniu stało się absurdem. Należy sobie w związku z tym zadać następujące pytanie : czy w naszym postmodernistycznym świecie bez solidnych podstaw moralno-estetycznych poezja może rzeczywiście pozostać liryczna?

 Tekst: Paweł Hładki, Rysunek: Agata Sierzchuła

4 May 2013

“Configuration du dernier rivage“ ou le non poétique de la poésie de Michel Houellebecq

VERSION FRANÇAISELe printemps 2013 marque un double retour dans la vie de l’un des plus célèbres romanciers contemporains, Michel Houellebecq. Après plusieurs années passées à l’étranger, l’auteur des Particules élémentaires, tel son avatar du roman honoré par le prix Goncourt 2010 (La carte et le territoire), quitte la côte sud-est de l’Irlande pour s’installer de nouveau en France. Connu notamment grâce à sa production romanesque, Houellebecq revient en outre à un genre littéraire qu’il avait délaissé quelque peu ces derniers temps : la poésie. Intitulé Configuration du dernier rivage, son dernier recueil de poèmes vient de paraître chez Flammarion.

Composé de cinq parties aux titres bien houellebecquiens (l’étendue grise, week-end prolongé en zone 6, mémoire d’une bite, les parages du vide, plateau), l’ouvrage aborde des thèmes qui depuis toujours obsèdent la création littéraire de l’écrivain : l’amour physique, la solitude, la décrépitude progressive du corps et la mort. De même que les romans de ce prosateur, de même Configuration du dernier rivage dépeint une image affligeante de notre société individualiste, «ce supermarché de corps où l’esprit est à vendre », où « il y a peu qui aiment et très peu qui se donnent », où « nous n’avons plus vraiment l’impression d’être humains »… D’autres motifs chers à Michel Houellebecq reviennent. Parmi eux, l’extrême simplicité de la nature masculine décrite dans un poème à tonalité mi-pornographique : « Les hommes cherchent à se faire sucer la queue/ Autant d’heures dans la journée que possible/ Par autant de jolies filles que possible.// En dehors de cela, ils s’intéressent aux problèmes techniques. » L’insupportable sentiment de vide spécifique de la société post-soixante-huitarde : « Un Adam sans Ève, ce n’est pas grand-chose/Soupirait Adam devant l’émission érotique de TF1./ Il aurait dû se marier, avoir des gosses ou quelque chose ;/ Les chiens ont beau être gentils, un chien reste un chien. » Et, leitmotiv de la réflexion houellebecquienne, le triste caractère de la condition de l’homme irrémédiablement destiné à mourir : « Pendant quelques années encore/En compagnie de mon petit chien […]/Et de l’augmentation régulière des souffrances/En ces années qui précèdent immédiatement la mort. »

Houellebecq_Pawel_Hladki

Cette parenté avec la prose se manifeste de surcroît au niveau stylistique du recueil. Rares sont effectivement les passages imprégnés de lyrisme pur. Si « le Baudelaire  de supermarché »[1] n’évite pas de faire des confessions intimes, il se sert toutefois d’un langage de tous les jours quasiment privé de tournures soutenues. La présence de différentes marques de produits mérite d’être signalée. Loin de tourner le dos à la réalité consumériste, Houellebecq n’hésite  pas à avoir recours à des noms commerciaux – tels que Betadine Scrub, Halcion ou Volvic – pour dépeindre la banalité de son quotidien. Autres éléments stylistiques font preuve du doute dans la possibilité d’une poésie lyrique. Non seulement le poète fait souvent appel au vers blanc, mais ses strophes rimées – où « Calliphora » se combine avec « pas », « filles » avec « brillent » et « skaï » avec « Kookaï » – se caractérisent par une technique peu subtile, voire simpliste. Configuration du dernier rivage met enfin en doute la valeur de la langue française, étant donné que çà et là, un mot, un vers, une strophe entière sont écrits en anglais. Quelles sont les raisons de cette stylistique bien particulière ?

Le non poétique de la poésie houellebecquienne apparaît comme un signe de notre époque où l’aspect pragmatique prévaut tellement sur la dimension esthétique que faire de la poésie dans l’ancien sens du terme semble relever de l’absurde. Dans ce monde postmoderne sans solides références morales et esthétiques, la poésie peut-elle vraiment demeurer lyrique ?

Texte & photo : Pawel Hladki

9 October 2012

Manuela Gretkowska – “Trans” (extrait)

 ***Ce texte a été publié par l’entremise de sa traductrice Isabelle Jannès-Kalinowski et de la maison d’édition Świat Książki.

Cette année-là, l’été frais avait débuté de façons diverses. Le pape était venu en Pologne. En soutane blanche, il avait l’air d’un grand chamane du catholicisme, il leva les mains dans un geste de bénédiction. Et les cieux s’ouvrirent. Il plut, la pluie du siècle. Le Sud du pays fut inondé, Wrocław était sous les eaux. La plage où je m’étais cachée du vent derrière une petite butte de sable, était apparemment le dernier morceau de terre entre le flux pressant des inondations et la mer. Encerclée par les eaux, j’avais un alibi pour attendre le pire. Je ne m’étais pas humiliée à revenir vers Laski.

Dans cette maison de vacances – une villa en béton fraîchement construite, je louais le rez-de-chaussée, Ita avait payé pour l’étage. Elle avait trouvé cette location, læaissé ses bagages et était rentrée à Berlin. Elle appelait tous les jours pour dire qu’elle viendrait, sans faute, mais qu’elle avait quelque chose à régler à l’école. Elle n’arrêtait pas d’appeler le soir, la voix chancelante de tristesse. Laski buvait la nuit, lui aussi. Je me disais alors qu’il allait m’appeler encore saoul. Le matin peut-être, quand il aurait dessoulé, ou plutôt à midi, ou encore dévasté par la mélancolie d’un soir d’été. J’étais tout le temps joignable, à l’affût prête à sauter sur mon téléphone, je sortais rarement de la maison. Lui, pouvait téléphoner d’où il voulait, il avait un nouvel appareil – un portable. Ossario, le producteur franco-mexicain, le lui avait donné avant le tournage de son film. Une matraque d’un kilo avec antenne, une ci-bi transportable qui lui servait à asséner des « Va te faire foutre… » à ses interlocuteurs.

Ses insultes et ses va te faire foutre, j’ai commencé à les entendre juste après notre première nuit d’amour. Le matin, avant que la femme de ménage arrive, il me vira de son appartement parisien. On pénétra alors au saut du lit dans des décors mièvres de série B : le quartier Saint-Germain à l’aube, le boulevard, le Café de Flore. J’étais la star, le metteur en scène ne pouvait pas me quitter. Appuyés au taxi qui attendait, nous nous embrassâmes. Le chauffeur arabe tirait patiemment sur sa cigarette. Il fumait et nous nous étreignions à un rythme de réanimation diabolique. Un, deux, trois coups de hanches sur le capot de la bagnole et la fumée sortait de la fenêtre baissée.

– Ça pourra servir. Laski fourra maladroitement de l’argent dans le décolleté de ma robe dégrafée. Les billets glissèrent et se collèrent à mon ventre humide. – À ce que tu reviennes plus tôt.

… de Londres où un producteur polonais louche voulait me voir. Je n’étais personne, je partis donc là-bas sans rien attendre et pour voir se fermer derrière moi les portes des cabinets anglais, des restaurants bon marché, de mon hôtel minable et même celle de la cabine téléphonique trop étroite du ferry à laquelle je m’agrippais comme au couvercle d’une vielle malle dérivant la nuit sur la Manche. De mon autre main je cherchais à tâtons dans le noir la fente où glisser les pièces. Le grincement du ferry qui tanguait se mêlait à la tonalité du téléphone.

– Allô ? accueil tendre. Laski attendait mon coup de fil.

Il baissa la musique. La nuit, il éteignait la lumière, allumait de l’encens et mettait de la musique classique à fond : Haydn, Haendel, Bach.

– C’est moi… me présenté-je.
– Allô ? Allô ?
– Tu m’entends ?! je m’enquiers plusieurs fois. – Allô ?!
J’ai le trac et je confesse :

– Je t’aime.

Un jour je lui raconterai, un jour, très bientôt, quand il me demandera si moi aussi. Je gueule :- Je t’aime !!!

Lui, ne m’entend pas et crie encore plus fort :

– Va te faire foutre ! Fuck off ! Fous le camp, pauvre con ! Je vais te casser la gueule, connard !!! Je vais t’éclater !

dessin : Agata ‘Asabolt’ Sierzchula

9 October 2012

Manuela Gretkowska “Trans” (fragment)

*** Niniejszy tekst i jego francuskie tłumaczenie opublikowane zostały dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki i tłumaczki Isabelle Jannès-Kalinowski.

Chłodne lato tego roku zaczynało się na różne sposoby. Do Polski przyjechał papież. W białej szacie, niczym najważniejszy szaman katolicyzmu, podniósł, podnosił ręce, błogosławiąc. I rozwarły się niebiosa. Lunął deszcz tysiąclecia. Zalało południe kraju, tonął Wrocław. Plaża, gdzie chroniłam się w grajdole osłonięta od wiatru, wydawała się ostatnim skrawkiem lądu między nacierającą falą powodzi a morzem. Otoczona przez wodę miałam alibi na czekanie na gorsze. Nie upokarzałam się powrotem Laskiego.

W wynajętym wakacyjnie domu – nowo wybudowanej betonowej willi, zajmowałam parter, za górę płaciła Ita. Znalazła tę kwaterkę, zostawiła bagaże i wróciła do Berlina. Dzwoniła codziennie, że już się zbiera, tylko musi coś załatwić w szkole. Wydzwaniała wieczorami głosem zataczającym się od rzewności. Laski też nocami pił. Łudziłam się wtedy, że zadzwoni pijani. Może rano, gdy wytrzeźwieje, raczej z południe, albo rozwalony melancholią letniego wieczoru. Byłam wiecznie w zasięgu, na cynglu telefonu, rzadko wychodziłam z domu. On mógł telefonować, skąd chciał, miał nowość – komórkę. Dostał ją przed kręceniem filmu od meksykańsko-francuskiego producenta Ossario. Kilogramowy łom z anteną, niemal przenośna radiostacja, którą ogłuszał swoim „Spierdalaj…”.

Wyzwiska i spierdalaj usłyszałam od niego wkrótce od niego po naszej premierowej miłosnej nocy. Rano, kiedy pozbył się mnie ze swojego  paryskiego mieszkania. Prosto z łóżka weszliśmy w scenografię ckliwych  filmideł: dzielnica Saint-Germain przed świtem, ulica przy ulicy cafe de Flore. Gwiazdą byłam ja, reżyser nie mógł się ze mną rozstać. Całowaliśmy się oparci o czekającą taksówkę. Arabski kierowca cierpliwie kopcił papierosa. Jego palenie i nasze obściskiwanie miało rytm diabelskiej reanimacji. Jedno, dwa, trzy uderzenia biodrami o maskę wozu i z uchylonej szyby wydostawał się dym.

– Na, przyda się> – Laski niezręcznie włożył mi pieniądze w dekolt rozpiętej sukienki. Banknoty zsunęły się, przykleiły się do wilgotnego brzucha – Na wcześniejszy powrót.

…z Londynu, gdzie chiał mnie widzieć szemrany polski producent. Byłam nikim, więc jechałam tam po należne mi nic. I zamykające się za mną drzwi angielskich gabinetów, tanich restauracji, drzwi kiepskiego hotelu aż do tych w za ciasnej kabinie telefonicznej powrotnego promu. Trzymałam je przy sobie jak wieko starej skrzyni dryfującej nocą kanałem La Manche. Drugą ręką po ciemku szukałam szczeliny na monety. Skrzypienie rozchybotanego promu mieszało się z sygnałem telefonicznego połączenia.

– Allo? Powitalnie czułe. Laski się mnie spodziewał.

Ściszył muzykę. Nocami gasił światło, zapalał kadzidełka i puszczał na full klasyków: Haydna, Händla, Bacha.

– To ja… – przedstawiam się.

– Allo ? Allo ?

– Nie słychać ?! – sprawdzam kilka razy.

– Allo?!

Stremowana wyznaję:

– Kocham cię.

Kiedyś mu o tym powiem, kiedyś, już niedługo, gdy zapyta, czy ja też. Drę się:

– Kocham!!!

On nie słysząc mnie, krzyczy głośniej:

– Spierdalaj! Fuck off! Fou le camp, toi tu pauvre con! Rozpierdolę cię! Na miazgę!

Foto : Flash Press Media,Tankred Strzelczyk