25 May 2012

Auteurs français sur la Pologne : Yannick Haenel “Cercle” (extrait)

VARSOVIE***

On a pris un tramway. On a traversé la Vistule. Au milieu du pont, j’ai eu un fou rire. Joie absurde de me  trouver là, au milieu de rien. J’ai repensé à la phrase célèbre : « En Pologne, c’est-à-dire nulle part. » Voilà, j’étais enfin nulle part. L’année dernière, il y a eu un train que je n’ai pas pris ; puis, il y a quelques mois, j’en ai pris un pour Berlin. Et j’allais, toujours plus à l’est, voyageant vers le rien. J’ai dit ça à Lazlo : « Le voyage vers le rien. » Il a éclaté de rire, il me désignait des passant d’un air exalté : « Tu as vu ? » – puis il portait à la bouche ce petit inhalateur bleu qu’utilisent les asthmatiques.

Varsovie surgissait le long du tramway, avec ses immenses avenues métalliques, ses gros bâtiments de l’ère soviétique bardés d’affiches publicitaires, sa vieille tristesse grise et, plaqués sur cette tristesse, les slogans tapageurs des métropoles mondialisées. On est descendus à la station Muzeum Narodowe, juste devant l’ancien siège du Comité central du parti communiste : avant, on l’appelait la « Maison Blanche », m’a dit Lazlo. Il était tout content de retrouver sa ville. Il l’aimait autant qu’il la détestait. Selon lui, Varsovie, mille fois détruite, par les nazis, par les Russes, était maintenant dévastée par le Capital. Quand il prononçait le mot « Capital », il précisait en riant : « Avec un K. – Comme dans Destruktion ? ai-je dit. On a remonté la rue Nowy Swiat. On voulait boire encore une bière. On est entrés dans le premier bistro, c’était Starbucks Coffee. Oui, là on est vraiment nulle part, me disais-je – nulle part et partout : New York, Shanghai, Paris, Berlin – c’est le même décor d’abondance clinquante collé sur le manque. Pour Lazlo, rien n’a changé lorsqu’on est passé du communisme au capitalisme ; la domination a changé de forme, mais est restée la même, a dit Lazlo ; la domination, toujours, ne cherche qu’à se renforcer, a-t-il dit. Le propre de la domination, a dit Lazlo, est de chercher des formes pour accroître la domination, de continuer à dominer, le communisme s’est changé en capitalisme. On a commandé deux autres bières et on a trinqué à la Pologne. On est allés de bistrot en bistrot, car Lazlo voulair me montrer sa ville et fêter notre entrée dans Varsovie.  À partir de la rue Swietokrzyska, il y a une suite de cafés refaits à neuf, uniformément laqués noir et or, comme des firmes américaines ; puis de soudaines cours intérieures splendides aux murs écaillés, des balcons aux torsades baroques, qui donnent sur un coin d’ordures. Une avenue – la Marszalkowska -, entièrement composée de boutiques de prêt-à-porter aux vitrines luxueuses, de McDonald’s gigantesques et de bijouteries de la taille de galeries commerciales. Puis, dans la rue à droite, des escalier en éblouis qui ne mène nulle part, des stèles de guingois au milieu de gravats, un petit panneau rouillé qui se perd dans les herbes. Les arbres, les parcs, les trottoirs, tout à l’air pris entre le monde de la misère et celui de l’arrogance.

*** Le fragment cité ci-dessus a été tiré du roman de Yannick Haenel, “Cercle”, Paris, Gallimard, 2007, pp. 419-420.

12 April 2012

Polskość kontra europejskość oczami Doroty Masłowskiej

Unia Europejska. Dwa słowa. Dwadzieścia siedem krajów. Wielość narodów. Niezliczone konotacje. Każde państwo posiada bowiem swoiste cechy społecznopolityczne, Wspólnota Europejska nie mogłaby zatem ucieleśniać tej samej koncepcji dla wszystkich mieszkańców Starego Kontynentu. Będąca zwierciadłem opinii publicznej, twórczość literacka od zawsze stanowiła doskonały barometr społecznych odczuć, co stanowi prawdę bezspornie znajdująca swoje zastosowanie w najnowszej literaturze polskiej. Użytecznym jest więc omówienie dorobku jednej z najważniejszych autorek młodego pokolenia pisarzy polskich – Doroty Masłowskiej (ur. 1983 r.) celem zdefiniowania, w jakiej mierze wejście Polski do Unii Europejskiej przesiąkło literackie struktury i sprecyzowania, w jaki sposób ta organizacja polityczna przedstawiona została przez tę znaną powieściopisarkę.

Nazywana niejednokrotnie polską Françoise Sagan, Masłowska wydała pierwszą powieść pt. Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną jeszcze przed swoją maturą. Tekst odniósł porażający sukces nie tylko wśród krytyków, ale i czytelników, otwierając jej drogę do wspaniałej kariery ukoronowanej wkrótce przez najbardziej prestiżową polską nagrodę literacką – Nike[1]. Nie cofając się przed trudnymi tematami, dzieło Masłowskiej nie waha się zmierzyć między innymi z krytyką dzisiejszego społeczeństwa, zarysowując oryginalny portret narodu, który w obliczu ważnych zmian politycznych dąży do zredefiniowania swojego miejsca w świecie, rewidując tym samym stosunek do własnej tożsamości. Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej jest zapewne do tego dodatkowym przyczynkiem.

Lektura dzieła Masłowskiej skłania ponadto do następującego wniosku: pochodzenie danej jednostki umieszcza ją na jednym z wielu szczebli hierarchii społecznej. Otóż według tej poczytnej autorki narodowość okazuje się być ważną cechą o zabarwieniu waloryzującym, bądź też przeciwnie pejoratywnym. To dość szczególne użycie przymiotników narodowościowych znajduje swoje zastosowanie już od pierwszego utworu autorki, Wojny polsko-ruskiej, w którym to Masłowska posługuje się słowem „ruski” do określenia rzeczy marnych, wrogich i godnych pogardy. Jej kolejna książka, znacząco zatytułowana Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku (2006), pochodzenie rumuńskie wykorzystuje do konstrukcji idei ludzkiego ostracyzmu. Jedna z postaci wypowiada tu słowa o jakże głębokim znaczeniu:  „nie jesteśmy studentami, jesteśmy Rumunami mówiącymi po polsku, lesbijkami, pedałami, Żydami, pracujemy w agencji reklamowej.”[2]

Na jakim szczeblu tej międzynarodowej drabiny plasują się zatem rodacy powieściopisarki? Okazuje się, że w perspektywie tej ostatniej, dalecy są oni od zajmowania uprzywilejowanej pozycji. W pierwszej powieści Masłowskiej narodowość polska wywołuje co prawda jeszcze pozytywne skojarzenia skonstruowane poprzez opozycję między Polską jako wspólnotą społecznokulturową a niechcianą obecnością obcych naznaczoną za sprawą zagranicznych przemytników papierosów, ale koncepcja ta ulega diametralnej zmianie wraz z opublikowaną cztery lata później powieścią zatytułowaną Paw królowej. Splamiony widmem bezrobocia, przemocy i biedy, ojczysty kraj zmusza do zadania sobie natury ontologicznej pytań, zupełnie obcych uczuciom patriotycznym. To postawione przez Stanisława Retro stanowi ich emblematyczny przykład:

dlaczego w Polsce a nie w Szwecji urodził się, miałby teraz na imię Hamsun, miałby czystą żonę Britte a na imię Alfred, w jasnej czystej Szwecji urodziłby się, miałby jasne krowy i konie uczciwe.[3]

Wstąpienie Polski do struktur europejskich – data stanowiąca cezurę z punktu widzenia politycznego, społecznego i kulturowego – obiecuje natomiast nowy start i daje wiele, dotychczas niepojętych, możliwości. Wydarzenie to pociąga za sobą przede wszystkim napływ olbrzymich kapitałów, które według artystycznej – jakkolwiek hiperbolicznej – wizji Masłowskiej sfinansować miałyby nawet piosenkę stanowiącą przedmiot powieści Paw królowej: „Piosenka ta powstała za pieniądze z Unii Europejskiej. Można ją przeczytać za pomocą liter zawartych w alfabecie”[4], nie przestaje powtarzać z maniakalnym uporem narratorka.

Inny niemniej znaczący fakt: polityczno-ekonomiczna wspólnota dwudziestu siedmiu państw znacznie wpłynąć miałaby na tożsamość Polaków. Mogą oni przecież od tego momentu wybrać strukturę państwową, z którą woleliby się utożsamiać. To właśnie między innymi o tej nowej perspektywie – wyraźnym źródle międzypokoleniowych konfliktów – traktuje najnowsza sztuka Masłowskiej Między nami dobrze jest.  Wychowani w kulcie Zachodu, kosmopolityzmu i kultury pop, młodzi Polacy zdają się nie rozumieć sensu tak bardzo drogiego dla starszych roczników poczucia patriotyzmu. W przeciwieństwie do tych ostatnich – przenikniętych narodową dumą a wręcz szowinizmem – młodzież polska rezolutnie ośmiela się zanegować swoją polskość: „[…] z jednej strony nie jestem nikim, ale z drugiej na przykład nie jestem Polką”[5], nie omieszka skonstatować pewna żeńska postać ostatniego dramatu popularnej autorki. Próba ucieczki od tej wyraźnie ciążącej tożsamości skłania nawet młodych Polaków do stwierdzenia, że to dzięki nauce zawdzięczają oni władanie ojczystym językiem! „Cóż mogłam zrobić, chcą nie chcąc, nauczyłam się polskiego i mówię teraz całkowicie bez akcentu, a jednak znaczenia niektórych wielosylabowych słów do teraz nie mogę zapamiętać, co nie przeszkadza mi ich wypowiadać”[6], oświadcza Monika. „ […] Polskiego nauczyłam się z płyt i kaset, które zostały mi po polskiej sprzątaczce”[7], ośmiela się z kolei twierdzić Mała Metalowa Dziewczynka.

Dla tej pozbawionej wszelkich tradycyjnych wartości młodzieży Unia Europejska zdaje się zatem stanowić szansę na wyzbycie się tej wyraźnie wstydliwej tożsamości. Skoro bycie Polakiem równoważy pewnemu rodzajowi patologii [sic], decydują się oni zostać Europejczykami, głośno i wyraźnie wykrzykując : „Nie jesteśmy żadnymi Polakami, tylko Europejczykami, normalnymi ludźmi!”[8]


[1] Masłowska otrzymała tę nagrodę za powieść Paw Królowej.

[2] D. Masłowska, Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku (2006), in: Dwa dramaty zebrane,Warszawa, Lampa i Iskra Boża, 2010, s.  43.

[3] D. Masłowska, Paw królowej, Warszawa, Lampa i Iskra Boża, 2005, s. 25.

[4] Ibid., s. 67.

[5] D. Masłowska, Między nami dobrze jest (2008), in: Dwa dramaty zebrane, Warszawa, Lampa i Iskra Boża, 2010, s. 107-108.

[6] Ibid., s. 108.

[7] Ibid., s. 115.

[8] Ibid.

Bibliografia: 

Masłowska, Dorota, Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, Warszawa, Lampa i Iskra Boża, 2002.

Masłowska, Dorota, Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku (2006), in: Dwa dramaty zebrane,Warszawa, Lampa i Iskra Boża, 2010.

Masłowska, Dorota, Paw królowej, Warszawa, Lampa i Iskra Boża, 2005.

Masłowska, Dorota, Między nami dobrze jest (2008), in: Dwa dramaty zebrane, Warszawa, Lampa i Iskra Boża, 2010.

Tekst: Paweł Hładki Ilustracja: Agata ‘Asabolt’ Sierzchuła

25 March 2012

Polonité versus européanisme dans l’œuvre de Dorota Maslowska

Union Européenne. Deux mots. Vingt-sept pays. Multitude de peuples. Innombrables connotations. Car, les particularités sociopolitiques de chaque État étant bien dissemblables, la Communauté européenne est loin d’incarner la même conception pour tous les habitants de l’Ancien Continent. Que la production littéraire, miroir de l’opinion publique, ait toujours constitué un excellent baromètre du sentiment social, est une vérité incontestable applicable sûrement à la littérature créée à présent sur les bords de la Vistule. Aussi est-il certainement utile d’explorer l’œuvre d’une auteure majeure de la jeune génération d’écrivains polonais – Dorota Masłowska (née en 1983) – de manière à définir dans quelle mesure l’entrée de la Pologne dans l’Union Européenne a pénétré dans le champ littéraire et à déterminer comment cette organisation politique est représentée par cette célèbre romancière et dramaturge d’à peine 28 ans.

Appelée parfois la Françoise Sagan polonaise, Masłowska a publié son premier roman Polococtail Party encore avant son baccalauréat. Le texte a connu un foudroyant succès aussi bien parmi les critiques que parmi les lecteurs, en ouvrant la voie à une brillante carrière couronnée par le prix littéraire le plus prestigieux en Pologne – Nike[1]. Sans reculer devant les sujets difficiles, l’œuvre de Masłowska n’hésite pas à aborder entre autres la critique de la société polonaise d’aujourd’hui, en brossant un portrait original d’un peuple qui face à d’importantes transformations politiques, tend à redéfinir sa place dans le monde, en révisant son attitude envers l’identité nationale. L’entrée de la Pologne dans l’Union Européenne en est incontestablement un stimulant supplémentaire.

La lecture de l’œuvre de Masłowska conduit par ailleurs à la constatation suivante : l’origine d’un individu le place sur l’un des nombreux échelons de la hiérarchie sociale. En effet, pour cette auteure à succès, la nationalité s’avère être une donnée à caractère valorisant ou au contraire péjoratif. Cette utilisation particulière des adjectifs de nationalité apparaît dès son premier ouvrage, Polococtail Party, dont le titre original signifie littéralement « Guerre polono-russe sous l’étendard polonais » : Masłowska s’y sert du mot « russe » pour désigner toute chose médiocre, hostile et digne de mépris. Suit une pièce de théâtre intitulée significativement Deux pauvres Roumains parlant polonais (2006) dans laquelle l’origine roumaine revêtit une idée d’ostracisme humain. L’un des personnages prononce les mots d’une teneur bien saisissante : « Nous ne sommes pas étudiants, nous sommes roumains parlants polonais, ou, si vous préférez, lesbiennes, pédés, Juifs, nous travaillons dans une agence de publicité. »[2]

Quelle place sur cette échelle internationale occupent alors les compatriotes de la romancière ? Il semble que, dans la perspective de cette dernière, ils soient manifestement loin de tenir une position privilégiée. Si, dans son premier roman, la nationalité polonaise évoque encore des associations positives relevant de l’opposition entre la Pologne en tant qu’une communauté socioculturelle et, d’autre part, une présence involontaire de l’Autre incarnée par les trafiquants étrangers de cigarettes, cette conception change diamétralement avec le roman publié quatre ans plus tard – Tchatche ou crève [Paw królowej]. Taché par le spectre du chômage, de la violence et de la pauvreté, le pays natal contraint à se poser des questions de nature ontologique, entièrement étrangères aux sentiments patriotiques. Celle formulée par Stanisław Retro en constitue un exemple emblématique :

“Pourquoi c’est en Pologne et pas en Suède qu’il est né, il s’appellerait Hamsun, Alfred Hamsun, et il aurait sa petite femme une Britte bien propre, il s’appelerait Alfred, dans cette Suède claire et propre où il serait né, il élèverait des vaches blondes et des chevaux bien braves.”[3]

Néanmoins, l’entrée de la Pologne dans les structures européennes – date-césure du point de vue politique, social et culturel – promet un nouveau commencement et offre des possibilités jusqu’à lors indiscernables. Cet événement entraîne avant tout l’arrivée d’énormes capitaux qui, suivant le concept artistique de Masłowska, aussi hyperbolique soit-it, financerait même la chanson qui fait l’objet du roman Tchatche ou crève : « Cette chanson est sponsorisée par les fonds de l’Union européenne »[4], ne cesse de répéter avec une obstination quasi maniaque la narratrice.

Autre fait non moins négligeable : le partenariat politico-économique de vingt-sept pays se répercuterait sur les sentiments identitaires des Polonais. Effectivement, ceux-ci peuvent dès lors choisir la structure étatique à laquelle ils souhaitent s’identifier. C’est de cette nouvelle possibilité, génératrice d’un manifeste conflit intergénérationnel, que traite la récente pièce de Masłowska – Vive le feu ! on s’entend bien [Między nami dobrze jest]. Élevés dans le culte de l’Occident, du cosmopolitisme et de la culture pop, les jeunes Polonais semblent ne plus concevoir le sens du patriotisme tellement cher à leurs compatriotes plus âgés. Contrairement à ces derniers – imbus de fierté nationale, voire de chauvinisme – la jeunesse polonaise ose en effet délibérément nier sa polonité : « certes je ne suis personne, mais au moins je ne suis pas polonaise »[5], déclare sans ambages un certain personnage féminin. Cette tentative de s’échapper à une bien pesante – semble-t-il – identité, conduit les jeunes Polonais à affirmer que c’est à l’apprentissage qu’ils doivent le fait de parler leur langue maternelle ! « Il paraît qu’au début je pleurais beaucoup, je frappais avec mes petits poings, déjà à l’époque je voulais rentrer là-bas, d’où je viens, c’est- à-dire à l’Ouest. […] Qu’est-ce que j’y pouvais, bon an mal an, j’ai appris le polonais et je le parle maintenant totalement sans accent », affirme Monika. « […] Le polonais je l’ai appris avec des disques et des cassettes que la femme de ménage polonaise m’a laissés »[6], s’avise de prétendre à son tour La Petite Fille en Métal.

L’Union Européenne paraît alors pour cette jeunesse déracinée comme l’occasion de se débarrasser de leur identité visiblement honteuse. Puisqu’être polonais équivaut à une sorte de pathologie [sic], ils choisissent résolument de devenir Européennes et d’affirmer haut et fort : « On n’est pas du tout Polonais, on est des Européennes, des gens normaux ! »[7]


[1] Masłowska a remporté ce prix pour le roman Tchatche ou crève [Paw królowej] en 2006.
[2] D. Maslowska, Deux pauvres Roumains parlant polonais, Toulouse, Presse Universitaire de Mirail, 2008, traduction : Kinga Joucaviel, p. 83. Version originale : « Nie jesteśmy studentami, jesteśmy Rumunami mówiącymi po polsku, lesbijkami, pedałami, Żydami, pracujemy w agencji reklamowej »
[3] D. Masłowska, Tchatche ou crève, Lausanne, Les Éditions Noir sur Blanc, 2008, traduction : Isabelle Jannès-Kalinowski, p. 17. Version originale : « dlaczego w Polsce a nie w Szwecji urodził się, miałby teraz na imię Hamsun, miałby czystą żonę Britte a na imię Alfred ? »
[4] Ibid., p. 63. Version originale : « Piosenka ta powstała za pieniądze z Unii Europejskiej. Można ją przeczytać za pomocą liter zawartych w alfabecie. » (67)
[5] D. Masłowska, Vive le feu. On s’entend bien [Między nami dobrze jest, 2008],  Lausanne/Paris, Les Éditions Noir sur Blanc, 2011, p. 68.
[6] Ibid., p. 80.
[7] Ibid.
 
Bibliographie :
MASŁOWSKA, Dorota, Deux pauvres Roumains parlant polonais, Toulouse, Presse Universitaire de Mirail, trad. Kinga Joucaviel, 2008.
MASŁOWSKA, Dorota, Polococtail Party, Lausanne, Les Éditions Noir sur Blanc, trad. Zofia Bobowicz, 2004.
MASŁOWSKA, Dorota, Tchatche ou crève, Lausanne, Les Éditions Noir sur Blanc, trad. I. Jannès-Kalinowski,  2008.
MASŁOWSKA, Dorota, Vive le feu. On s’entend bien, Lausanne, Les Éditions Noir sur Blanc, trad. I. Jannès-Kalinowski, 2011.
 
Texte : Pawel Hladki
Photo : Grażyna Makara
5 March 2012

Des “Particules élémentaires” de Michel Houellebecq*

Houellebecq ? « C’est un bon auteur, il me semble. C’est agréable à lire, il a une vision assez juste de la société », dixit un des personnages du dernier roman en date de Houellebecq – La Carte et le territoire – depuis peu disponible dans les librairies polonaises.  Voilà qui résume parfaitement l’œuvre de cet auteur !

Probablement le plus connu des romanciers français contemporains, Houellebecq a gagné en popularité grâce à ses romans controversés dont l’histoire d’un personnage pessimiste critiquant sans ambages les mécanismes du monde contemporain, Extension du domaine de la lutte (1994), a ouvert la voie.

Continuation des réflexions sur la hiérarchisation binaire de l’humanité gouvernée par l’argent et la sexualité, le livre suivant inscrira Houellebecq parmi les écrivains les plus importants de notre époque.

Intitulé Les Particules élémentaires (1998), cet ouvrage raconte les péripéties de deux frères que tout oppose – Michel et Bruno. Incapable d’éprouver des sentiments profonds, tel l’amour, le premier se protège contre d’incompréhensibles méandres du psychisme humain à l’abri des recherches scientifiques qui le conduiront bientôt à inventer un nouveau genre d’homme libéré du spectre de la spiritualité et de la sexualité. En proie à des fantasmes sexuels, le second, aux dépens de son travail, de son mariage et de sa propre réputation, désire à tout prix satisfaire sa libido exceptionnellement développée. Ce roman de Houellebecq, dont les phénomènes sociaux suscités par la révolution des mœurs de mai 1968 tissent l’arrière-fond, constitue un traité original sur l’état de la civilisation contemporaine et les plus angoissants problèmes de l’Occident que – selon la vision de l’auteur – seule une démarche extrêmement radicale peut sauver.  L’ensemble revêt un style singulier comptant autant d’adversaires que de partisans – qui marie habilement vulgarisme et pathétique, prose et poésie ; vocabulaire scientifique et langage familier. L’œuvre houellebecquienne semble être une lecture obligatoire pour tout amateur de littérature extrême-contemporaine française et même mondiale.

Texte : Pawel Hladki

Photo :

* Le présent texte constitue une libre  traduction de l’article ci-contre adressé à des lecteurs polonophones.

17 February 2012

O “Cząstkach elementarnych” Michela Houellebecqa.

Houellebecq [czytaj: łelbek]? „Zdaje się, że to dobry autor. Jest przyjemny w czytaniu i ma całkiem słuszną wizję społeczeństwa.” Tymi słowami podsumowuje twórczość Houllebecqa jedna z jego powieściowych postaci w najnowszej książce autora zatytułowanej „Mapa i terytorium”, od niedawna dostępnej na polskim rynku wydawniczym.

Ten bodajże najbardziej znany żyjący francuski autor popularność zdobył za sprawą swoich kontrowersyjnych powieści, którym drogę otworzyła historia skrajnie pesymistycznego bohatera, bez ogródek krytykującego mechanizmy współczesnego świata, zatytułowana „Poszerzenie pola walki”. Przedstawioną tu tezę o binarnej hierarchizacji ludzkości, rządzonej przez seksualność i pieniądz, kontynuować będzie kolejna książka pisarza na trwałe wpisująca go w poczet najbardziej wpływowych współczesnych twórców – Cząstki elementarne (1998).

Fabuła powieści opowiada losy dwóch diametralnie różnych braci – Michela i Bruno. Pierwszy, niezdolny do głębszych uczuć czy miłości, przed niezrozumiałymi meandrami ludzkiej psychiki chroni się w naukowych eksperymentach, które doprowadzą do wynalazku nowego gatunku człowieka uwolnionego od zmory duchowości i seksualności. Drugi obłędnie owładnięty seksualnymi fantazjami, za cenę zezwierzęcenia, rozpadu swojego małżeństwa, utraty pracy i własnej reputacji, niestrudzenie dąży do zaspokojenia nadzwyczaj rozwiniętego libido.

Rozgrywającą się na tle społecznych procesów ewolucyjnych, zapoczątkowanych obyczajową rewolucją z maja 1968 roku, powieść Houellebecqa jest oryginalną rozprawą o stanie współczesnej cywilizacji i najbardziej frasobliwych bolączkach Zachodu, który – wedle wizji autora – uratować może jedynie skrajnie radykalne posunięcie. Całość opatrzona niepowtarzalnym stylem – liczącym sobie nota bene tyleż samo zwolenników co przeciwników – zestawiającym ze sobą wulgaryzmy i patetyczność, prozę z poezją, wyszukane słownictwo naukowe z potocznym, stanowi o oryginalności Houellebecqowskiego dzieła, które zdaje się być pozycją obowiązkową dla każdego amatora najnowszej literatury nie tylko francuskiej ale i powszechnej.

Tekst : Paweł Hładki Rysunek : Agata ‘Asabolt’ Sierzchuła

10 February 2012

Un quart d’heure de réflexion sur le destin de Szymborska

Ci-gît, comme une virgule démodée
L’auteure de quelques poèmes. La paix éternelle
lui a été accordée par la terre, malgré que son cadavre
n’appartînt à aucun groupe littéraire.
Ainsi rien de mieux sur son tombeau que cette rimaille,
de la bardane et une chouette. Passant, avant que tu t’en ailles,
sort de ta mallette le cerveau d’ordinateur
et sur le sort de Szymborska réfléchit un quart d’heure.[1]

******

Le milieu culturel a rendu hier un dernier hommage à la grande poétesse polonaise, Wislawa Szymborska, auteur d’une vingtaine de recueils de poèmes, lauréate d’innombrables prix littéraires dont le prix Nobel en 1996, et, pour beaucoup de lecteurs, une femme de lettres qui les a incités à pénétrer dans les arcanes– aussi complexes soient-ils – de la poésie.

Né en 1923 à Prowent (aujourd’hui Kórnik) Szymborska a débuté avec un recueil Pourquoi vivons-nous (1952) qui outre des poèmes renvoyant à la question posée dans le titre, contient des fragments controversés, écrits à la gloire de Lénine et à celle de la jeunesse communiste alors en charge de la construction de Nowa Huta, ville industrielle répondant aux canons urbanistiques staliniens – absorbée in fine par Cracovie. Loin de tacher la brillante production poétique de l’artiste, ces poèmes politiquement connotés semblent aujourd’hui faire preuve du temps difficile où les créateurs désireux de se faire publier devaient se fendre de vers favorables au pouvoir de l’époque. Aussi quelques opinons défavorables prononcées après le décès de la poétesse par certains politiciens polonais de droite conservatrice, lui reprochant entre autres l’absence du caractère patriotique de ses poèmes, ne sauront-elles sans doute ternir l’inestimable valeur littéraire de l’œuvre de Szymborska.

D’autres recueil, tels que Questions à soi-même (1954), Sel (1962), Grand nombre (1976), Fin et début (1993) ou Instant (2002) confirment le génie de la poétesse et l’inscrivent à jamais parmi les plus importants créateurs polonais de tous les temps. De nature ontologique, sociologique ou quelques fois triviale,  les poèmes de Szymborska abordent une multitude de thèmes vêtis en une esthétique bien particulière qui, tellement rare dans cette forme d’écriture, constitue sans doute l’atout principal de son œuvre. En effet, l’étonnante sobriété stylistique de son travail conjuguant parfaitement avec la simplicité, voire la naïveté apparente de ses pensées frappe avec une force d’autant plus importante lorsqu’on saisit la profondeur du message des textes de la créatrice.

Mais rendons enfin la parole à Szymborska et à son admirable poésie interprétée par Jean-Louis Murat :

*****
L’amour au premier regard
Ils pensent tous deux
qu’un sentiment nouveau les a réunis.
Belle est cette certitude,
plus belle encore l’incertitude.
Ils croient que ne se connaissant pas,
rien n’a jamais eu lieu entre eux.
Mais ses rues, ses escaliers, ses couloirs
où depuis longtemps, ils ont pu se croiser.
J’aimerais leur demander
s’ils n’ont pas souvenir
peut-être dans une porte tournante
ou un jour face à face.
Quelque part dans la foule,
au téléphone mais cette une erreur.
Mais je sais leur réponse,
non ils ne s ‘en souviennent pas.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite, n’est qu’une suite.
Depuis si longtemps  déjà
le hasard à jouer avec eux.
Pas tout à fait prêts
à se changer en destin.
Qui les rapproche les éloigne
leur coupe la route
Et étouffant un rire se sauve un peu plus loin
Il y a eu des signes,
indéchiffrables qu’importe
Il y a trois ans peut être
ou mardi dernier.
Cette feuille qui a volé
d’une épaule à l’autre.
Un objet perdu ramassé
Qui sait peut-être un ballon déjà perdu
dans les fourrés de l’enfance.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite.
Le livre du destin toujours ouvert.
Il y a eu des poignées des sonnettes
ou sur la trace d’une main une autre s’imprimera,
des valises côte à côte à la consigne
Et peut-être une nuit un même rêve
dès le réveil, au matin efface.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite.
Le livre du destin
toujours ouvert au milieu.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite.
Le livre du destin
toujours ouvert au milieu.

Texte : Pawel Hladki


[1] W. Szymborska, Epitaphe in : Sól, 1962.

Tags:
10 February 2012

Chwila zadumy nad losem Szymborskiej*

Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy,
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.[1]

******

Kulturalny świadek złożył w czwartek ostatni hołd wielkiej polskiej poetce –Wisławie Szymborskiej – autorce ponad dwudziestu tomików wierszy, laureatce niezliczonych nagród literackich – w tym Nobla w 1996 roku – a dla wielu czytelników po prostu tej, która skutecznie zachęciła ich do zagłębienia się w nierzadko skomplikowane arkany utworów poetyckich.

Urodzona w Prowencie (dziś Kornik), Szymborska zadebiutowała tomikiem Dlaczego żyjemy, który oprócz wierszy stawiających sobie tytułowe pytanie zawiera kontrowersyjne utwory napisane na cześć Lenina, a także socjalistycznej młodzieży zaangażowanej w budowę Nowej Huty, robotniczego miasta zaprojektowanego zgodnie ze stalinowskimi kanonami urbanistycznymi, włączonego następnie w administracyjne granice Krakowa. Dalekie od splamienia wyśmienitego dorobku artystki, owe politycznie zaangażowane wiersze świadczą dziś o trudnym okresie, w którym, chcący wydać swoją twórczość poeci, musieli niejednokrotnie umieszczać przychylne ówczesnej władzy utwory. Toteż niekorzystne opinie wygłaszane po śmierci poetki przez niektórych polskich polityków konserwatywnej prawicy zarzucających poetce brak patriotycznego charakteru jej wierszy nijak nie umniejszają niezrównanej wartości literackiej dzieła Szymborskiej.

Inne tomiki – takie jak Pytania zadawane sobie (1954), Sól (1962), Wielka liczba (1976), Koniec i początek (1993) i Chwila (2002) – potwierdzają geniusz poetki i wpisują ją w grono najważniejszych polskich twórców wszechczasów.  Natury ontologicznej, socjologicznej a nawet czasami trywialnej, wiersze Szymborskiej podejmują wielość tematów, które ubrane w dość charakterystyczną formę tak rzadką dla tego gatunku literackiego stanowią zapewne główny atut jej dzieła. Zadziwiająca asceza stylistyczna twórczości Szymborskiej, wplatająca się doskonale w prostotę a wręcz rzekomą naiwność jej myśli, uderza z tym większą siłą, kiedy czytelnik obejmuje tekstualny przekaz artystki.

Ale oddajmy w końcu głos Szymborskiej i jej wspaniałej poezji w interpretacji Zbigniewa Zamachowskiego :

*****

Miłość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność jest piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie
znali się wcześniej,
nic miedzy nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamietają –
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś ,,przepraszam” w ścisku?
głos ,,pomyłka” w słuchawce?
– ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamietają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im droge
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kladł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.


[1] W. Szymborska, Nagrobek, in : Sól, 1962.

Niniejszy tekst jest wolnym tłumaczeniem znajdującego się obok artykułu adresowanego do francuskojęzycznych odbiorców.

Tłumaczenie : Paweł Hładki

3 February 2012

Celui à qui je dois tout

Notre site est dédié essentiellement à la littérature française et polonaise, néanmoins la parution du nouveau roman de Michael Cunningham, nous oblige à déroger à ce principe.

Si, après de nombreuses années d’une certaine lassitude provoquée par les lectures obligatoires de tout cursus scolaire, j’ai commencé à vraiment me passionner  pour la littérature, au point de constater avec étonnement un jour que « vivre sans lecture est dangereux »[1], c’est grâce à Michael Cunningham et à son inoubliable ouvrage de fiction – Un maison du bout du monde (1990), roman à quatre narrateurs où histoire singulière rime parfaitement avec portraits psychologiques approfondis  de personnages hors du commun.

 Né en 1952, cet auteur américain doit sa popularité mondiale surtout au roman Les Heures (prix Pulitzer 1999) amplifiée encore par sa très réussie mise en écran dirigée par Stephen Daldry avec dans les rôles principaux : Meryl Streep, Julianne Moore et Nicole Kidman (Oscar 2002 – meilleure actrice). Le sixième roman de cet écrivain à succès, Crépuscule (By Nightfall), vient de paraître en France (le 2 février 2012).

Mariés depuis une vingtaine d’années, Peter, galeriste, et Rebecca, éditrice d’une revue d’art, mènent un train de vie aisé à Manhattan. Cette existence bien paisible – rythmée par le travail, des sorties culturelles et quelques rares appels de leur fille installée depuis peu à Boston – bouleverse inopinément l’arrivée du jeune frère de Rebecca, surnommé significativement Mizzy (erreur). D’une apparence physique androgyne, le jeune homme en proie à la drogue ramène dans le quotidien des deux New-yorkais un souffle de déséquilibre qui remettra en question la solide structure de leur couple jusqu’à menacer sérieusement ses fondements.  La présence de Mizzy conduira en outre le père et le mari exemplaire à questionner sa vie actuelle.

Est-ce le mal de la jeunesse qui poussera Peter à se décider à des actes qu’il ne pensait jamais entreprendre ? Est-ce plutôt son penchant envers l’insouciance perdue progressivement avec l’âge qui influencera considérablement son attitude ? Est-ce peut-être des attirances jusqu’à lors inavouées qui conduiront le galeriste quadragénaire à perdre complètement la raison ?

Michael Cunningham signe encore une fois un roman remarquable, excellant à tisser des portraits singuliers qui loin d’être de simples personnages de papier continuent à vivre dans le psychisme des lecteurs même après avoir lu la dernière phrase. Car le romancier, tel un démiurge, a su « souffler dans leurs narines un souffle de vie » de manière à les transformer en de réels êtres vivants. Reste seulement à vous inviter à faire leur connaissance. Reste seulement à vous garantir que vous en serez enchantés.


[1] M. Houellebecq, Plateforme, Flammarion, 2001.

Texte et photos : Pawel Hladki

3 February 2012

Ten, któremu wszystko zawdzięczam.

Nasza strona internetowa jest co prawda poświęcona głównie literaturze francuskiej i polskiej, niemniej jednak ukazanie się najnowszej powieści Michaela Cunninghama zdaje się stanowić wystarczający powód do odstąpienia od tej reguły.

To właśnie dzięki Michaelowi Cunninghamowi i jego powieści o czteroosobowej narracji  Dom na krańcu świata – doskonale splatającej fabułę z wnikliwie nakreślonymi portretami psychologicznymi postaci – zacząłem, po wielu nużących latach co poniektórymi lekturami szkolnymi, na dobre pasjonować się literaturą, ze zdziwieniem stwierdzając pewnego dnia, że „niebezpiecznym jest życie bez czytania”*.

Ten urodzony w 1952 roku amerykańskiego pochodzenia autor zdobył międzynarodową popularność głównie dzięki bestsellerowej powieści Godziny (Pulitzer 1999), wzmożoną poprzez jej bardzo udaną ekranizację w reżyserii Stephena Daldry, gdzie w rolach głównych zagrały : Meryl Streep, Julianne Moore i Nicole Kimdman (Oscar za najlepsza rolę kobiecą 2002). Szósta z kolei powieść tego poczytnego pisarza, Nim zapadnie noc właśnie ukazała się na rynku wydawniczym we Francji i w Polsce.

Małżeństwo z ponad dwudziestoletnim stażem – Peter, pracownik galerii, i Rebecca, wydawca magazynu artystycznego – wiedzie spokojne życie na Manhattanie. Tę niczym nienaruszoną egzystencję, odmierzaną rytmem pracy, kulturalnych eventów i nieczęstymi telefonami od niedawna zamieszkałej w Bostonie córki, zaburza nieoczekiwany przyjazd młodego brata Rebecci o znaczącym przezwisku Mizzy („pomyłka”). Od pewnego czasu borykający się z narkotycznym uzależnieniem, o androginicznym wyglądzie młody mężczyzna wprowadza bowiem w monotonie codzienności nowojorskiej pary powiew destabilizacji, który znacząco zachwieje solidną – zdawałoby się – strukturą ich związku, zdołając naruszyć zresztą jego fundamenty. Obecność Mizziego doprowadzi ponadto wzorowego małżonka i ojca do zakwestionowania jego dotychczasowego życia.

Być może to właśnie tęsknota za młodością skłoni Petera do kroków, o których podjęcie nigdy by się nie podejrzewał. Być może to raczej pociąg za utraconą z wiekiem beztroską znacząco wpłynie na jego zachowanie. Być może to dotąd niewyznane skłonności doprowadzą czterdziestotrzyletniego pracownika galerii do całkowitego zatracenia rozumu.

Michael Cunningham raz jeszcze napisał niezwykłą powieść, celując w konstrukcji psychologicznych portretów bohaterów, którzy, dalecy od bycia jedynie zwykłymi postaciami z papieru, żyją w pamięci czytelnika  nawet po przeczytaniu ostatniego zdania książki. Z demiurgicznym talentem powieściopisarz tchnął bowiem w ich nozdrze cień życia przekształcając je w żyjące istoty.

Pozostaje jedynie zachęcić was do zapoznania się z nimi. Pozostaje jedynie zapewnić, ze będziecie oczarowani tę oto nową znajomością.

* M. Houellebecq, Plateforme, Flammarion, 2001

Tekst : Paweł Hładki

Rysunek : Agata ‘Asabolt’ Sierzchuła

27 January 2012

“C’est toujours moi, Khady Demba”, de “Trois femmes puissantes de” M. NDiaye.

***Le présent texte constitue une libre  traduction de l’article ci-contre adressé à des lecteurs polonophones.

Reconnu par la critique (prix Goncourt 2009), apprécié par les lecteurs (plus d’un demi million d’exemplaires vendus), le dernier roman de Marie NDiaye vaut être lu pour au moins trois raisons : un style novateur, une histoire intéressante et un message loin d’être banal.

Cette écrivaine d’origine franco-sénégalaise a effectivement réussi à s’emparer d’un bon nombre de lecteurs non seulement grâce à de captivantes histoires, mais aussi à une ambiance singulière de sa prose composée à l’aide du procédé dit « réalisme magique ». Comme l’indique déjà le titre, son plus récent roman traite de trois femmes puissantes.

Prénommées Nora, Fanta et Khady Demba, celles-ci sont fortes à de nombreux égards, sans que leur force équivaille nécessairement à la résistance psychique. Après de nombreuses années de séparation, Nora doit ainsi faire face à son père autoritaire et ultra misogyne ainsi qu’à un secret familial susceptible de surprendre même le plus perspicace lecteur. Jadis professeur de lettres à Dakar, Fanta, demeurant depuis quelques années en France, apparaît dans le roman de Marie NDiaye de manière indirecte – sa présence n’est marquée que par le récit de son mari qui se reproche constamment de ne pouvoir garantir à sa conjointe des conditions décentes de vie en Europe.

Personnellement, je me suis laissé séduire le plus par  l’histoire de Khady Demba, veuve sans enfants, qui, après le décès de son mari, se trouve contrainte à affronter toute sorte d’humiliation. Malgré les vicissitudes de son existence, Khady garde sa dignité, en répétant sans cesse des mots rythmiques et, quelque simples soient-ils, riches de sens : « C’est toujours moi, Khady Demba. »

Cette phrase pourrait en effet constituer le message du livre de NDiaye : quelles que soient les circonstances, reste fidèle à tes propres principes, ne désespère jamais et, avant tout, aie toujours le courage de regarder ta vie droit dans les yeux !

Traduction : Pawel Hladki

Photo : Kasia Wandycz, Source : parismatch.com