Archive for February, 2012

17 February 2012

O “Cząstkach elementarnych” Michela Houellebecqa.

Houellebecq [czytaj: łelbek]? „Zdaje się, że to dobry autor. Jest przyjemny w czytaniu i ma całkiem słuszną wizję społeczeństwa.” Tymi słowami podsumowuje twórczość Houllebecqa jedna z jego powieściowych postaci w najnowszej książce autora zatytułowanej „Mapa i terytorium”, od niedawna dostępnej na polskim rynku wydawniczym.

Ten bodajże najbardziej znany żyjący francuski autor popularność zdobył za sprawą swoich kontrowersyjnych powieści, którym drogę otworzyła historia skrajnie pesymistycznego bohatera, bez ogródek krytykującego mechanizmy współczesnego świata, zatytułowana „Poszerzenie pola walki”. Przedstawioną tu tezę o binarnej hierarchizacji ludzkości, rządzonej przez seksualność i pieniądz, kontynuować będzie kolejna książka pisarza na trwałe wpisująca go w poczet najbardziej wpływowych współczesnych twórców – Cząstki elementarne (1998).

Fabuła powieści opowiada losy dwóch diametralnie różnych braci – Michela i Bruno. Pierwszy, niezdolny do głębszych uczuć czy miłości, przed niezrozumiałymi meandrami ludzkiej psychiki chroni się w naukowych eksperymentach, które doprowadzą do wynalazku nowego gatunku człowieka uwolnionego od zmory duchowości i seksualności. Drugi obłędnie owładnięty seksualnymi fantazjami, za cenę zezwierzęcenia, rozpadu swojego małżeństwa, utraty pracy i własnej reputacji, niestrudzenie dąży do zaspokojenia nadzwyczaj rozwiniętego libido.

Rozgrywającą się na tle społecznych procesów ewolucyjnych, zapoczątkowanych obyczajową rewolucją z maja 1968 roku, powieść Houellebecqa jest oryginalną rozprawą o stanie współczesnej cywilizacji i najbardziej frasobliwych bolączkach Zachodu, który – wedle wizji autora – uratować może jedynie skrajnie radykalne posunięcie. Całość opatrzona niepowtarzalnym stylem – liczącym sobie nota bene tyleż samo zwolenników co przeciwników – zestawiającym ze sobą wulgaryzmy i patetyczność, prozę z poezją, wyszukane słownictwo naukowe z potocznym, stanowi o oryginalności Houellebecqowskiego dzieła, które zdaje się być pozycją obowiązkową dla każdego amatora najnowszej literatury nie tylko francuskiej ale i powszechnej.

Tekst : Paweł Hładki Rysunek : Agata ‘Asabolt’ Sierzchuła

Advertisements
10 February 2012

Un quart d’heure de réflexion sur le destin de Szymborska

Ci-gît, comme une virgule démodée
L’auteure de quelques poèmes. La paix éternelle
lui a été accordée par la terre, malgré que son cadavre
n’appartînt à aucun groupe littéraire.
Ainsi rien de mieux sur son tombeau que cette rimaille,
de la bardane et une chouette. Passant, avant que tu t’en ailles,
sort de ta mallette le cerveau d’ordinateur
et sur le sort de Szymborska réfléchit un quart d’heure.[1]

******

Le milieu culturel a rendu hier un dernier hommage à la grande poétesse polonaise, Wislawa Szymborska, auteur d’une vingtaine de recueils de poèmes, lauréate d’innombrables prix littéraires dont le prix Nobel en 1996, et, pour beaucoup de lecteurs, une femme de lettres qui les a incités à pénétrer dans les arcanes– aussi complexes soient-ils – de la poésie.

Né en 1923 à Prowent (aujourd’hui Kórnik) Szymborska a débuté avec un recueil Pourquoi vivons-nous (1952) qui outre des poèmes renvoyant à la question posée dans le titre, contient des fragments controversés, écrits à la gloire de Lénine et à celle de la jeunesse communiste alors en charge de la construction de Nowa Huta, ville industrielle répondant aux canons urbanistiques staliniens – absorbée in fine par Cracovie. Loin de tacher la brillante production poétique de l’artiste, ces poèmes politiquement connotés semblent aujourd’hui faire preuve du temps difficile où les créateurs désireux de se faire publier devaient se fendre de vers favorables au pouvoir de l’époque. Aussi quelques opinons défavorables prononcées après le décès de la poétesse par certains politiciens polonais de droite conservatrice, lui reprochant entre autres l’absence du caractère patriotique de ses poèmes, ne sauront-elles sans doute ternir l’inestimable valeur littéraire de l’œuvre de Szymborska.

D’autres recueil, tels que Questions à soi-même (1954), Sel (1962), Grand nombre (1976), Fin et début (1993) ou Instant (2002) confirment le génie de la poétesse et l’inscrivent à jamais parmi les plus importants créateurs polonais de tous les temps. De nature ontologique, sociologique ou quelques fois triviale,  les poèmes de Szymborska abordent une multitude de thèmes vêtis en une esthétique bien particulière qui, tellement rare dans cette forme d’écriture, constitue sans doute l’atout principal de son œuvre. En effet, l’étonnante sobriété stylistique de son travail conjuguant parfaitement avec la simplicité, voire la naïveté apparente de ses pensées frappe avec une force d’autant plus importante lorsqu’on saisit la profondeur du message des textes de la créatrice.

Mais rendons enfin la parole à Szymborska et à son admirable poésie interprétée par Jean-Louis Murat :

*****
L’amour au premier regard
Ils pensent tous deux
qu’un sentiment nouveau les a réunis.
Belle est cette certitude,
plus belle encore l’incertitude.
Ils croient que ne se connaissant pas,
rien n’a jamais eu lieu entre eux.
Mais ses rues, ses escaliers, ses couloirs
où depuis longtemps, ils ont pu se croiser.
J’aimerais leur demander
s’ils n’ont pas souvenir
peut-être dans une porte tournante
ou un jour face à face.
Quelque part dans la foule,
au téléphone mais cette une erreur.
Mais je sais leur réponse,
non ils ne s ‘en souviennent pas.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite, n’est qu’une suite.
Depuis si longtemps  déjà
le hasard à jouer avec eux.
Pas tout à fait prêts
à se changer en destin.
Qui les rapproche les éloigne
leur coupe la route
Et étouffant un rire se sauve un peu plus loin
Il y a eu des signes,
indéchiffrables qu’importe
Il y a trois ans peut être
ou mardi dernier.
Cette feuille qui a volé
d’une épaule à l’autre.
Un objet perdu ramassé
Qui sait peut-être un ballon déjà perdu
dans les fourrés de l’enfance.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite.
Le livre du destin toujours ouvert.
Il y a eu des poignées des sonnettes
ou sur la trace d’une main une autre s’imprimera,
des valises côte à côte à la consigne
Et peut-être une nuit un même rêve
dès le réveil, au matin efface.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite.
Le livre du destin
toujours ouvert au milieu.
Mais tout commencement
n’est qu’une suite.
Le livre du destin
toujours ouvert au milieu.

Texte : Pawel Hladki


[1] W. Szymborska, Epitaphe in : Sól, 1962.

Tags:
10 February 2012

Chwila zadumy nad losem Szymborskiej*

Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy,
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.[1]

******

Kulturalny świadek złożył w czwartek ostatni hołd wielkiej polskiej poetce –Wisławie Szymborskiej – autorce ponad dwudziestu tomików wierszy, laureatce niezliczonych nagród literackich – w tym Nobla w 1996 roku – a dla wielu czytelników po prostu tej, która skutecznie zachęciła ich do zagłębienia się w nierzadko skomplikowane arkany utworów poetyckich.

Urodzona w Prowencie (dziś Kornik), Szymborska zadebiutowała tomikiem Dlaczego żyjemy, który oprócz wierszy stawiających sobie tytułowe pytanie zawiera kontrowersyjne utwory napisane na cześć Lenina, a także socjalistycznej młodzieży zaangażowanej w budowę Nowej Huty, robotniczego miasta zaprojektowanego zgodnie ze stalinowskimi kanonami urbanistycznymi, włączonego następnie w administracyjne granice Krakowa. Dalekie od splamienia wyśmienitego dorobku artystki, owe politycznie zaangażowane wiersze świadczą dziś o trudnym okresie, w którym, chcący wydać swoją twórczość poeci, musieli niejednokrotnie umieszczać przychylne ówczesnej władzy utwory. Toteż niekorzystne opinie wygłaszane po śmierci poetki przez niektórych polskich polityków konserwatywnej prawicy zarzucających poetce brak patriotycznego charakteru jej wierszy nijak nie umniejszają niezrównanej wartości literackiej dzieła Szymborskiej.

Inne tomiki – takie jak Pytania zadawane sobie (1954), Sól (1962), Wielka liczba (1976), Koniec i początek (1993) i Chwila (2002) – potwierdzają geniusz poetki i wpisują ją w grono najważniejszych polskich twórców wszechczasów.  Natury ontologicznej, socjologicznej a nawet czasami trywialnej, wiersze Szymborskiej podejmują wielość tematów, które ubrane w dość charakterystyczną formę tak rzadką dla tego gatunku literackiego stanowią zapewne główny atut jej dzieła. Zadziwiająca asceza stylistyczna twórczości Szymborskiej, wplatająca się doskonale w prostotę a wręcz rzekomą naiwność jej myśli, uderza z tym większą siłą, kiedy czytelnik obejmuje tekstualny przekaz artystki.

Ale oddajmy w końcu głos Szymborskiej i jej wspaniałej poezji w interpretacji Zbigniewa Zamachowskiego :

*****

Miłość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność jest piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie
znali się wcześniej,
nic miedzy nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamietają –
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś ,,przepraszam” w ścisku?
głos ,,pomyłka” w słuchawce?
– ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamietają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im droge
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kladł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.


[1] W. Szymborska, Nagrobek, in : Sól, 1962.

Niniejszy tekst jest wolnym tłumaczeniem znajdującego się obok artykułu adresowanego do francuskojęzycznych odbiorców.

Tłumaczenie : Paweł Hładki

3 February 2012

Celui à qui je dois tout

Notre site est dédié essentiellement à la littérature française et polonaise, néanmoins la parution du nouveau roman de Michael Cunningham, nous oblige à déroger à ce principe.

Si, après de nombreuses années d’une certaine lassitude provoquée par les lectures obligatoires de tout cursus scolaire, j’ai commencé à vraiment me passionner  pour la littérature, au point de constater avec étonnement un jour que « vivre sans lecture est dangereux »[1], c’est grâce à Michael Cunningham et à son inoubliable ouvrage de fiction – Un maison du bout du monde (1990), roman à quatre narrateurs où histoire singulière rime parfaitement avec portraits psychologiques approfondis  de personnages hors du commun.

 Né en 1952, cet auteur américain doit sa popularité mondiale surtout au roman Les Heures (prix Pulitzer 1999) amplifiée encore par sa très réussie mise en écran dirigée par Stephen Daldry avec dans les rôles principaux : Meryl Streep, Julianne Moore et Nicole Kidman (Oscar 2002 – meilleure actrice). Le sixième roman de cet écrivain à succès, Crépuscule (By Nightfall), vient de paraître en France (le 2 février 2012).

Mariés depuis une vingtaine d’années, Peter, galeriste, et Rebecca, éditrice d’une revue d’art, mènent un train de vie aisé à Manhattan. Cette existence bien paisible – rythmée par le travail, des sorties culturelles et quelques rares appels de leur fille installée depuis peu à Boston – bouleverse inopinément l’arrivée du jeune frère de Rebecca, surnommé significativement Mizzy (erreur). D’une apparence physique androgyne, le jeune homme en proie à la drogue ramène dans le quotidien des deux New-yorkais un souffle de déséquilibre qui remettra en question la solide structure de leur couple jusqu’à menacer sérieusement ses fondements.  La présence de Mizzy conduira en outre le père et le mari exemplaire à questionner sa vie actuelle.

Est-ce le mal de la jeunesse qui poussera Peter à se décider à des actes qu’il ne pensait jamais entreprendre ? Est-ce plutôt son penchant envers l’insouciance perdue progressivement avec l’âge qui influencera considérablement son attitude ? Est-ce peut-être des attirances jusqu’à lors inavouées qui conduiront le galeriste quadragénaire à perdre complètement la raison ?

Michael Cunningham signe encore une fois un roman remarquable, excellant à tisser des portraits singuliers qui loin d’être de simples personnages de papier continuent à vivre dans le psychisme des lecteurs même après avoir lu la dernière phrase. Car le romancier, tel un démiurge, a su « souffler dans leurs narines un souffle de vie » de manière à les transformer en de réels êtres vivants. Reste seulement à vous inviter à faire leur connaissance. Reste seulement à vous garantir que vous en serez enchantés.


[1] M. Houellebecq, Plateforme, Flammarion, 2001.

Texte et photos : Pawel Hladki

3 February 2012

Ten, któremu wszystko zawdzięczam.

Nasza strona internetowa jest co prawda poświęcona głównie literaturze francuskiej i polskiej, niemniej jednak ukazanie się najnowszej powieści Michaela Cunninghama zdaje się stanowić wystarczający powód do odstąpienia od tej reguły.

To właśnie dzięki Michaelowi Cunninghamowi i jego powieści o czteroosobowej narracji  Dom na krańcu świata – doskonale splatającej fabułę z wnikliwie nakreślonymi portretami psychologicznymi postaci – zacząłem, po wielu nużących latach co poniektórymi lekturami szkolnymi, na dobre pasjonować się literaturą, ze zdziwieniem stwierdzając pewnego dnia, że „niebezpiecznym jest życie bez czytania”*.

Ten urodzony w 1952 roku amerykańskiego pochodzenia autor zdobył międzynarodową popularność głównie dzięki bestsellerowej powieści Godziny (Pulitzer 1999), wzmożoną poprzez jej bardzo udaną ekranizację w reżyserii Stephena Daldry, gdzie w rolach głównych zagrały : Meryl Streep, Julianne Moore i Nicole Kimdman (Oscar za najlepsza rolę kobiecą 2002). Szósta z kolei powieść tego poczytnego pisarza, Nim zapadnie noc właśnie ukazała się na rynku wydawniczym we Francji i w Polsce.

Małżeństwo z ponad dwudziestoletnim stażem – Peter, pracownik galerii, i Rebecca, wydawca magazynu artystycznego – wiedzie spokojne życie na Manhattanie. Tę niczym nienaruszoną egzystencję, odmierzaną rytmem pracy, kulturalnych eventów i nieczęstymi telefonami od niedawna zamieszkałej w Bostonie córki, zaburza nieoczekiwany przyjazd młodego brata Rebecci o znaczącym przezwisku Mizzy („pomyłka”). Od pewnego czasu borykający się z narkotycznym uzależnieniem, o androginicznym wyglądzie młody mężczyzna wprowadza bowiem w monotonie codzienności nowojorskiej pary powiew destabilizacji, który znacząco zachwieje solidną – zdawałoby się – strukturą ich związku, zdołając naruszyć zresztą jego fundamenty. Obecność Mizziego doprowadzi ponadto wzorowego małżonka i ojca do zakwestionowania jego dotychczasowego życia.

Być może to właśnie tęsknota za młodością skłoni Petera do kroków, o których podjęcie nigdy by się nie podejrzewał. Być może to raczej pociąg za utraconą z wiekiem beztroską znacząco wpłynie na jego zachowanie. Być może to dotąd niewyznane skłonności doprowadzą czterdziestotrzyletniego pracownika galerii do całkowitego zatracenia rozumu.

Michael Cunningham raz jeszcze napisał niezwykłą powieść, celując w konstrukcji psychologicznych portretów bohaterów, którzy, dalecy od bycia jedynie zwykłymi postaciami z papieru, żyją w pamięci czytelnika  nawet po przeczytaniu ostatniego zdania książki. Z demiurgicznym talentem powieściopisarz tchnął bowiem w ich nozdrze cień życia przekształcając je w żyjące istoty.

Pozostaje jedynie zachęcić was do zapoznania się z nimi. Pozostaje jedynie zapewnić, ze będziecie oczarowani tę oto nową znajomością.

* M. Houellebecq, Plateforme, Flammarion, 2001

Tekst : Paweł Hładki

Rysunek : Agata ‘Asabolt’ Sierzchuła